Idzie nowe

Kończy się rok. Dziwne 12 miesięcy różnych doświadczeń i przemian. Mielenia w głowie tych samych tematów na 365 sposobów. Prób zrozumienia siebie i bliskich. Rok przewartościowania i walki z własnymi ograniczeniami. To wszystko działo się niejako za kulisami, bo notek na blogu pojawiło się nieprzyzwoicie mało.

Sporo zastanawiałam się nad tym, czym jest dla mnie w tej chwili zdrowy, a może przede wszystkim świadomy styl życia. Przestałam trenować pole dance, skupiłam się na jodze. Skończyłam studia „Relaksacja i joga” na AWF. Moja praktyka nieco się zmieniła. W tej chwili mniej zależy mi na akrobacjach, więcej na koncentracji i świadomym ruchu. Cały czas znajduję w jodze ogromne obszary do odkrycia.

Musiałam zmierzyć się z niedoczynnością tarczycy i  związanym z tym osłabieniem i przygnębieniem. Zrezygnowałam z diety wyłącznie roślinnej. Mój organizm kiepsko wchłania składniki odżywcze i nie mogę eliminować zbyt wielu produktów, bo potem okazuje się, że na przykład mam niedobór b12 mimo suplementacji. Przestałam wierzyć w idealne dla wszystkich sposoby odżywiania. Jednemu będzie służyć weganizm, innemu ajurweda, trzeciemu dieta środziemnomorska itd.

DSC_1107

Nie zrozumcie mnie źle, ale mam poczucie, że formuła fit girl nieco się wyczerpała. Co prawda mój blog nigdy nie był typowym „fit” blogiem, ale teraz na pewno czekają go zmiany. Czy to znaczy, że mam gdzieś zdrowy styl życia i ruch? Oczywiście, że nie. Nadal uważam, że zdrowa dieta i ćwiczenia są niezwykle ważne, żeby prawidłowo funkcjonować, mieć poukładane w głowie i nie wysiąść z tego pociągu zbyt wcześnie. Po prostu z każdym dniem mój perfekcjonizm topnieje i zdrowa dieta nie oznacza dla mnie tego co dwa lata temu, kiedy szukałam idealnej formuły i próbowałam odżywiać się super czysto. Ruch coraz mniej powiązany jest w mojej świadomości z jakimikolwiek osiągnięciami. Oczywiście fajnie jest robić postępy, ale cała fit kultura oparta na no pain, no gain nieco mnie zmęczyła. Wiem, że istnieją pasjonaci, którzy późno odkryli swoje powołanie i sport jest dla nich sposobem na życie – nie mam nic przeciwko i kibicuję. Ale duża grupa ludzi ciśnie na treningach, nie wiadomo do końca po co. Idą do pracy na 10 h gdzie kortyzol szaleje, po czym w ramach relaksu wybierają się na morderczy trening. Tam ich organizmy wytwarzają, oprócz endorfin, jeszcze więcej kortyzolu. Jeżeli jest to świadomy wybór to super, sama miałam okres w życiu kiedy potrzebowałam się skatować. Ale jeżeli w parze zaczynają iść kontuzje, zaburzenia odżywiania, problemy hormonalne i obsesja wyglądu, a na cokolwiek poza treningiem brak czasu, to heellloooł, coś poszło nie tak. Nie mówię o osobach, które trenują sport wyczynowo. One wiedzą, że to nie jest zdrowy styl życia, mają zupełnie inne cele ( moje kochane pole dancerki, trzymam mocno kciuki :*).

Panuje ogromna moda na intensywne treningi. Jeżeli stosowane z umiarem i pod okiem czujnego trenera – mogą być super sprawą. Niepokojącą tendencją jest to, że początkujące osoby, które nie wiedzą, gdzie mają rękę, a gdzie nogę, chcą robić 100 burpees na czas albo niezwykle dynamiczną sekwencję jogi. Hej hop, jeśli na wfie ledwo dawaliście radę, a potem przez 10 lat głównie siedzieliście, dajcie sobie trochę czasu.

To  wszystko nakręcają trenerzy, blogerzy, nauczyciele jogi, którzy zachowują się jakby jechali na psychotropach.  Albo czymś innym.  Nie ma nic złego w motywowaniu czy inspirowaniu innych.  Mam jednak wrażenie, że niektóre osoby trochę popłynęły i zachowują się jakby sport czy joga były odpowiedzią na wszystkie problemy tego świata. Jakby naszym głównym celem na ziemskim padole było wyeliminowanie negatywnych uczuć. American smile, szpagat, wezwanie Wszechświata i jedziemy. Nie ma biedy, depresji, nowotworów. Zrobisz trening i będzie spoko. Pomedytujesz i ci przejdzie. Człowiek wchodzi na Instagram i widzi idealny świat, w którym joginka z bajkowej plaży, która jeszcze kilka lat temu była kłębkiem nerwów, dzięki praktyce pozbyła się mrocznej strony. Teraz już tylko miłość, pokój i szczęście goszczą w jej sercu. Sorry, nie kupuję tego! Też jestem joginką, też mam bloga, też miałam depresję. Joga mi pomogła (ale też psychoterapia!), nie muszę brać leków, ogarniam życie, jestem zadowolona, ale pozostałam człowiekiem – czasem mi smutno, a czasem mam ochotę sobie strzelić w łeb. Straszliwie nie podoba mi się spłycenie człowieczeństwa do wersji fit/ yoga girl. Fajnie zrobić psa z głową w dół czy pobiegać, ale równie fajnie poczytać książkę albo obejrzeć film.

12788424_1272462169434194_1733821486_o

Tu zahaczamy o temat wyidealizowanego życia w social media. Nie mam nic przeciwko pokazywaniu pięknych momentów czy dzieleniu się dobrymi emocjami. Po prostu czasem wyczuwam u niektórych przesadę i jestem tym zmęczona. Kto wie, może inni też mnie tak odbierają? Długo się zastanawiałam nad tym czy mając bloga raczej lekkiego, nazywającego się „Poczuj się lepiej” i traktującego o jodze czyli wspaniałym, ogromnym systemie, który pomaga poprawić samopoczucie psychiczne i fizyczne – wypada mi napisać o smutnej książce, którą przeczytałam, przyznać się do gorszych tygodni czy stworzyć artykuł na dowolny temat społeczny. Dziś stwierdzam, że tak. „Poczuj się lepiej” nie musi oznaczać krainy wiecznej szczęśliwości, wyściełanej szpagatami i liśćmi sałaty. Nie muszę pisać tylko o książkach dotyczących diety czy jogi. Z wykształcenia jestem pedagogiem i animatorem kultury. Uwielbiam teatr i książki. Tyle samo czasu, co na sali gimnastycznej, spędziłam w bibliotekach. I muszę znaleźć temu miejsce na blogu, bo inaczej się uduszę. Wierzę, że dobra opowieść ma funkcję terapeutyczną, tak samo jak dobra sesja jogi. I nie musi być lekką, humorystyczną obyczajówką. Niech porusza w nas najgłębsze struny, niech wywraca bebechy. Tak samo jak muzyka, taniec, film.

Uff, trochę mi lepiej.

DSC_1040_Fotor

Myślę, że blog stanie się bardziej różnorodny, aczkolwiek nic sobie nie narzucam. Trzonem na pewno pozostaną joga, świadomy ruch, relaks i slow life. Ale otwieram furtkę i będę wrzucać czasem inne rzeczy. Niebawem wraca cykl o asanach. Bardzo ważna jest dla mnie tematyka profilaktyki zdrowia psychicznego oraz współpraca z fizjoterapeutami. Wszystko co było – będzie, a pojawi się jeszcze więcej. Wycofuję się tylko z pisania o odżywianiu. To temat, który wymaga wielkiej wiedzy. Od tego są fachowcy. Oczywiście jak coś mi się uda ugotować dobrego, to na pewno o tym wspomnę!

Pozostaję miłośniczką jogi, medytacji, ruchu i zdrowego odżywiania. To cudowne sprawy i wierzę, że są potężnymi narzędziami w walce z wielomami problemami.

Nie przestanę wrzucać pozytywnych zdjęć, radosnych momentów, pięknych green smoothies. Dalej będę pisać o oddechu, spokoju, relaksie i takich tam.  Chciałam tylko dać wyraz znużeniu pewną konwencją, w której wszyscy są nieskończenie szczęśliwi, wysportowani, a jednocześnie porwani przez poważną obsesję.

Pisząc te słowa siedzę pod palmą na Goa. O godzinie 21:34 jest ponad 20 stopni. Gdy spojrzę w niebo, widzę milion gwiazd. Gdy zamknę oczy słyszę świerszcze i ptaki. W dzień kąpałam się w cudownym, ciepłym i czystym morzu. Spotkałam kraba i wylegiwałam się na słońcu. Praktykuję tu jogę i powoli oddycham.

Jednocześnie gdy tylko się ściemni panikuję, że spotkam karalucha. Podczas kąpieli porwała mnie fala i popłakałam się ze strachu, bo nie jestem mistrzynią pływania. Potem się na siebie wkurzyłam, że się popłakałam z takiego powodu i czemu nie mam duszy surferki i podróżniczki. Ostro dyskutowałam z mężem, bo nie zgadzamy się w pewnych kwestiach. Spotkałam żebrzącą dziewczynkę. Martwiłam się czy na pewno wszystko dobrze u moich rodziców. Zastanawiałam się czy gdy wrócę do Polski, będę czuła się lepiej niż przed wyjazdem.

DSC_0957_Fotor

Jestem człowiekiem, mam problemy. Blog nie jest od tego, żeby o nich pisać. Instagram nie jest od tego, żeby pokazywać brudne naczynia. Ale postaram się być autentyczna. Nie chcę sprzedawać konceptu, że tylko pozytywne emocje są w porządku. Wszystkie uczucia są potrzebne. Właśnie po to, żeby poczuć się lepiej.

W 2016 roku życzę Wam świadomych decyzji. Spokojnego oddechu. Czasu na życie. Wierzę, że respektując swoje ograniczenia, wsłuchując się w siebie i dając sobie czas i przestrzeń – jesteśmy w stanie osiągnąć naprawdę wiele niesamowitych rzeczy i spełnić mnóstwo cudownych marzeń.

PS. Wybaczcie przerwę na Youtubie. Cały czas uczę się technicznych aspektów nagrywania. Niestety okazało się, że ostatnie nagrania wyszły nieco za ciemne ( ach ta złota, polska jesień). Tutaj na pewno coś będę kręcić, ale nie wiem jak z uploadem – internet nie hula. Proszę więc Was o cierpliwość :)

52 Comments Idzie nowe

  1. lisiakita

    Bardzo podoba mi się ten post. Chociaż nie uważam, żeby te fit-wpisy były jakąś ściemą, myślę raczej, że większość osób, które pisze blogi o zdrowym stylu życia, odżywiania, o sporcie, dokonuje tej autocenzury ponieważ wydaje im się, że te gorsze dni i momenty zniechęcą innych, a przecież oni i one, autorki i autorzy, chcą przede wszystkim motywować. Sami w ten sposób łapią siebie (i innych) w pułapkę. Dziękuję za ten wpis :)

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Na pewno tak, jest czasem silna presja ze strony czytelników/obserwatorów, żeby być idealnym.

      Reply
  2. W.

    Czytam Cię od niedawna, przejrzałam część archiwalnych wpisów i z mojej perspektywy jesteś niezwykle autentyczna. Uwielbiam Twoje kilkunastominutowe sekwencje na yt i to od nich zaczynam moją przygodę z jogą (od stycznia chcę iść też na kurs). Podoba mi się też zapowiedź nowego, trzymam za Ciebie kciuki!

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Bardzo się cieszę! Jak wrócę z Indii to wrzucę nowe filmy, bo tu ciężko z netem.

      Reply
  3. Gaja

    Bardzo są mi bliskie Twoje przemyślenia :-) Masz też wg mnie rację z tym pokazywaniem brudnych naczyń. Czasami słyszy się zarzuty/przemyślenia, że w blogosferze pokazuje się same idalne ujęcia, a przecież to na pewno kłamstwo, bo na codzień bywa różnie. Bywa, ale publiczne pokazywanie tego może karmić tylko umysły karmiące się cudzymi porażkami (niektórzycczują się lepiej, kiedy widzą, ze u kogoś szafa nie gra). Wspaniałego 2016 roku życzę, żeby był lepszy niż wszystkie lata które dotychczas przeżyłaś :-)

    Reply
  4. Lorka

    Bardzo fajny wpis, w tym roku życie wywineło mi psikusa i też musiałam przewartościować sobie trochę w głowie swoje podejscie do diety ( wege) i ćwiczeń. Dużym zaskoczeniem dla wszystkich było to,że ja , która się tak zdrowo odżywiam i taki zdrowy tryb życia prowadzę nagle poważnie choruję. Myślę ,że najważniejszy jest balans, czerpanie radości. Nic ze zdrowych diet i ćwiczeń, gdy w środku buzują w nas emocje. W tym roku będę właśnie szukać takiego swojego balansu i cieszyć się kazdym dniem..

    Reply
    1. Agata Ucińska

      To prawda, bazą jest poukładana psychika. Ale do tego najczęściej dochodzi się po jakimś czasie.

      Reply
  5. BALLERINA_GIRL86

    Przepiękny i mądry wpis, dający do myślenia. Dziękuję Ci za to! :)

    Reply
  6. Autopogoń

    pole dance to dla mnie odkrycie roku. zaczęłam w marcu i teraz już nie wyobrażam sobie, żebym mogła nie trenować. czy to duże obciążenie organizmu? dla kogoś, kto nigdy w życiu nie uprawiał żadnego sportu, z pewnością tak. ale daje mi to tyle satysfakcji, że jakoś daję radę. ;p
    powodzenia w nowym roku!

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Pole dance jest super! Wystarczy dbać o regenerację. Trzymam kciuki za treningi :)

      Reply
  7. Daga

    Zgadzam się w 100% w kwestii manii na punkcie ostrego treningu i wszechobecnej konkurencji. Od zawsze sporo się ruszałam i mam dosyć pytań typu: a to ile zrobisz pompek? jak szybko biegasz? czemu nie startujesz w maratonach?
    Czy nie można tak zwyczajnie poruszać się dla szczęścia, dobrego samopoczucia i zdrowia? A przy tym nie katować się treningami (choć wiem, że to może kwestia temperamentu, ja lubię spokojny bieg, pilates, jogę). Jak tłumaczę komuś, że nie o „wyniki” chodzi, to nikt mnie nie rozumie ;)

    Reply
    1. Daga

      Dodam jeszcze, że podoba mi się Twoje podejście (bliskie mojemu), tzn. brak nacisku na super skomplikowane-akrobatyczne pozycje. Myślę, że dążenie do ich zrobienia może naprawdę
      zaszkodzić – zwłaszcza na początku drogi, tak czy siak droga nie powinna prowadzić do najbardziej-skomplikowanej-asany-ever, ale do spokoju ducha. Ze swojej strony polecam (choć pewnie znasz) filmy na youtubie Ali Kamenova. Uwielbiam ją :-)

      Reply
      1. Agata Ucińska

        Jeszcze w sporcie jestem to w stanie zrozumieć, niektórzy lubią cyferki. Ale np w bieganiu widać jak łatwo przegiąć.

        Taak, znam Ali, urocza jest :D

        Reply
  8. Piotr Piaskowski

    Znakomity tekst :) już myślałem, że jestem osamotniony w zmęczeniu wszechobecną fitmanią, wyciskaniem z siebie maksa na codziennym treningu po 12 godzinach w pracy i doprowadzaniu swojego organizmu do kontuzji w imię ideału w wyglądzie. Nie jestem fanem jogi, nigdy jej nie próbowałem (może kiedyś się skuszę), ale widać, że jest to dla Ciebie szczery sposób na odpoczynek :) Fajne to, nadzwyczaj prawdziwe. Gratuluję bloga, jest świetny!

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Wielkie dzięki! Ja też kiedyś podchodziłam do jogi jak pies do jeża, więc kto wie, może jeszcze nadejdzie Twój moment. :)

      Reply
  9. Margaret Sophie

    Czytając Twoje posty często mam wrażenie, że czytam swoje własne myśli… Nawet napisałam ostatnio na swoim blogu posta, które porusza częściowo podobne tematy, co Ty powyżej. Jak będziesz miała chwilę, możesz zajrzeć :) http://niezapisana-tablica.blogspot.com/2015/12/po-co-ci-kaloryfer-na-brzuchu.html Co do części końcowej – żeby móc poczuć się lepiej, trzeba najpierw poczuć się gorzej. ;-) Nigdy nie postrzegałam Twojego bloga jako oazy szczęścia dla ludzi, którzy nieustannie potrzebują udowadniać, jakie to mają cudowne życie. Poruszanie trudniejszych tematów z życia zwykłego, nieidealnego człowieka jest jak najbardziej wskazane. Pozdrawiam i tak bardzo zazdroszczę Indii! Jak na razie mój mąż nie chce się zgodzić na podróż do tego kraju, mam nadzieję, że kiedyś jednak go zobaczę. :)

    Reply
    1. Iza

      Będzie trochę nie na temat, ale ja właśnie rozstałam się z chłopakiem przed świętami i jednym z powodów było to, że on nie akceptuje moich wyborów , chodziło głównie o to, że chcę podróżować i jest to moje ogromne marzenie. On jest domatorem i nie za bardzo odpowiadało mu to, że gdzieś jadę sama. Czasami się zastanawiam nad tym jak dla wielu ludzi związek to ubezwłasnowolnienie, gdzie zawsze o zgodę trzeba pytać drugą osobę i jeśli się nie zgodzi to trzeba zrezygnować z własnych celów i to wszystko niby w imię „miłości”. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak hejt, nie znam Cię i nie mnie oceniać sytuację ale naszły mnie już dawno temu takie przemyślenia.

      Wpis Agaty oczywiście świetny i się pod nim podpisuje.

      Reply
      1. Margaret Sophie

        Nieee, u nas chodzi o coś zupełnie innego. :) Oboje pasjonujemy się podróżami, dużo jeździmy po świecie i zwiedziliśmy już miejsca dużo dalsze niż Indie. Ale akurat do tego konkretnego kraju mój mąż jest nieco zrażony z powodów tamtejszej kultury i ciągłych doniesień o przyzwoleniu na brutalne gwałty itp. Oczywiście nie można uogólniać, zresztą każdy kraj ma wady i zalety, ale akurat ta kwestia mocno na niego zadziałała i w to jedno miejsce jak na razie go nie ciągnie.

        Reply
  10. AA

    Agata! jesteś najlepsza! i strasznie za Tobą tęsknię! cieszę się, że tak otwarcie mówisz o wszystkim i nie boisz się trudnych tematów i mówisz o tym, że życie nie jest takie piękne jak na instagramowych obrazkach. Trzymam za Ciebie kciuki! i za Twojego bloga!

    Reply
  11. Margaret Sophie

    PS Jeszcze zapomniałam dodać, że bardzo podoba mi się Twoja decyzja o zaprzestaniu publikacji postów o odżywianiu. Oczywiście nie ma nic złego w dzieleniu się fajnymi przepisami, sama to robię i chętnie czerpię inspiracje od innych. Ale co innego podać pojedynczy przepis, a co innego dyktować komuś całe gotowe jadłospisy, nakłaniać do radykalnych diet, całkowitego wykluczania składników pokarmowych itp. Przeraża mnie, z jaką łatwością ludzie bez żadnych kompetencji w tej dziedzinie biorą odpowiedzialność za zdrowie swoich czytelników (często wręcz fanów). Ja sama jestem po studiach medycznych, ale to że zakułam swego czasu anatomię i fizjologię ludzkiego układu pokarmowego nie oznacza, że jestem specjalistą dietetyki…

    Reply
    1. Sylwestrowa

      Kiedy czytałam Twoje słowa o niekompetencji ludzi doradzającym swoim czytelnikom od razu przyszła mi na myśl dziewczyna z którą studiuję biotechnologię. W ciągu zaledwie roku z zupełnie normalnej dziewczyny przeistoczyła się w dziewczynę fit pokazującą na portalach społecznościowych swoje „super extra hiper” ciało na przemian z omletami z białek, białym ryżem i kurczakiem. Co jakiś czas takowa fotka gości na mojej facebookowej tablicy polubiona przez naszych wspólnych znajomych i o zgrozo od pewnego czasu zawitał tam również dopisek zachęcający do korzystania z jej trenerskich „usług”. Z jednej strony nie mnie oceniać stan jej wiedzy i kompetencje, ale przecież jeszcze ponad rok temu ona sama nie wiedziała „z czym to fit się je”.

      Reply
    2. Agata Ucińska

      Im więcej się wie, tym więcej się ma pokory. Nauka o człowieku bardzo dynamicznie się rozwija, niech każdy zajmie się swoją działką.

      Reply
  12. Safonataktoona

    Świetny wpis.Zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach.Nie ma nic złego w poszukiwaniu i trenowaniu szczęścia, ale ta moda na ciągły optymizm jest jakaś taka …nieprawdziwa.Melancholia i smutek tez potrafią być piękne i świadczą po prostu o tym że. ..jesteśmy ludźmi.

    Reply
  13. Małgoś

    Myślę, że znalazłam miejsce odpowiednie dla siebie. To co napisałaś jest mi bardzo bliskie. Pozdrawiam!

    Reply
  14. Aniamaluje

    Uwielbiam Twój blog (do pełni szcześcia brak mi tylko disqusa), a ten post sprawił mi wielką przyjemność, bo myślimy bardzo podobnie.
    Trzymaj się!

    Reply
  15. AniaZ

    Bardzo prawdziwy i szczery post. Na blog trafiłam niedawno i już jestem fanką:) Zaczynam przygodę z jogą i z Tobą zaczyna mi się podobać:) Z niecierpliwością czekam na kolejne informacje, omówienia pozycji oraz kolejne filmy na you tube ( np dla zapracowanych matek, z pracą przy biurku z obolałym kręgosłupem? jest nas wiele ;)) Pozdrawiam

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Cieszę się i zapraszam! Jak tylko wrócę z Indii będę wrzucać nowe rzeczy.

      Reply
  16. Iza (Health and the City)

    Bardzo podba mi się ten kierunek zmian, które klarują się w Twojej głowie, a wkrótce pewnie znajdą odzwierciedlenie tu na blogu. Będę zaglądać częściej:) Mogłabym z czystym sumieniem podpisać się pod większością Twoich przemyśleń, nie do końca zgadzam się tylko z jednym – że o zdrowym odżywianiu powinni pisać tylko ‚fachowcy’. Fachowcy, czyli kto: dietetycy, naukowcy, lekarze, którzy kierują się ‚mainstreamowymi’ zaleceniemi, z których zresztą całkiem łatwo wycofują się po jakimś czasie? Ja tam wolę poczytać o zdrowym odżywianiu u Ciebie czy innych osób, o których cokolwiek wiem i których opinię po prostu cenię – nie po to, aby przekładać to w 100% na swoje wybory żywieniowe, ale po to, żeby dowiedzieć się czegoś, do czego sama akurat nie dotarłam/ zwrócić uwagę na coś, co może jest warte uwagi. Nie ma czegoś takiego jak dieta idealna dla każdego, to jasne. Ale nie widzę nic złego w dzieleniu się doświadczeniami dotyczącymi odżywiania, np. przy niedoczynności – może ktoś mniej świadomy albo niedawno zdiagnozowany na tym skorzysta. Wychodzę z założenia, że po to mamy własny rozum, aby filtrować informacje i wybierać dla siebie to, co uważamy za korzystne i rozsądne.
    Dziękuję za ten tekst, czekam na cd. i życzę Ci wszystkiego, co dobre i ważne w nowym roku:)

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Hej, dzięki za obszerny komentarz:) Jeśli chodzi o odżywianie – na pewno będę wrzucać swoje przepisy. Jeżeli coś mi pomoże z tarczycą, też pewnie o tym wspomnę, podkreślając, że to mój indywidualny przypadek. Nie chcę natomiast polecać konkretnych diet. Nie jestem dietetykiem i nie mam na tyle wiedzy, żeby ocenić czy jakaś nowa super książka o odżywianiu to coś cennego czy raczej ściema. Ta dziedzina mega się rozwija. Takie osoby jak dietetycy z fundacji „Wiemy co jemy” Małgorzata Desmond czy Damian Parol – są ze wszystkim na bieżąco i to dla mnie właśnie są fachowcy, którzy potrafią dobrać sposób odżywiania do konkretnych problemów i nie są to standardowe wytyczne tylko np. dieta roślinna czy inne diety eliminacyjne bardziej pod choroby autoimmuno. PS. Zajrzałam na Twojego bloga – super! Poczytam na spokojnie jak wrócę :)

      Reply
      1. Iza

        Jasne, dobrze Cię rozumiem:) Sama też chętnie chłonę wiedzę przekazywaną przez Wiemy Co Jemy – z tym że ze świadomością, że nie są nieomylni, a każdy z nas i tak musi wypracować dietę optymalną dla siebie. Podsumowując: niezobowiązujące wskazówki bazujące na Twoich doświadczeniach żywieniowych jak dla mnie będą mile widzialne;) Pozdrawiam, dobrego wypoczynku!

        Reply
  17. Olivia

    Cudowny post, budzi do życia moją spokojną część duszy. Mam takie samo zdanie jak Ty. Bez przesady, bez zamęczania się. Najlepiej robić to, w czym się czuje też spokój i może jakąś poezję, nie tylko morderczy wycisk, chociaż od czasu do czasu jest dobry na odreagowanie samej złości. Jednak pogodzenie się ze sobą, z tym co mogę a czego nie, jest bardzo ważne. Również myślę, że książka czy film może nas równie ucieszyć jak trening :) Fajnie, że potrafisz tak odciąć się od szybkiego trybu życia i być pogodzona z sobą, z tym że nie zawsze jesteś najszczęśliwsza na świecie :) Naprawdę dobry wpis :)

    Reply
  18. Bilib World

    Trafiłam na Twój blog z polecenia Ani z Ania maluje i wiem, że zostanę tu na dłużej. Również cierpię na niedoczynność tarczycy i każda informacja w tym temacie jest dla mnie istotna.

    Reply
  19. madeintheighties

    Jestem u Ciebie na blogu pierwszy raz ale na pewno pozostanę na dłużej. Świetnie czyta się Twoje posty a i tematyka jest mi bliska chociaż akurat joga zawsze była dla mnie zbyt „spokojna”. Poza tym też zmagam się z niedoczynnością tarczycy więc chętnie poczytam o Twoich zmaganiach z doborem diety.

    Reply
  20. Anja

    Wszystkiego naj, najlepszego w Nowym Roku. Życzę CI żeby udało ci się realizować wszystkie ciekawe pomysły na życie.
    P.S
    Po pierwsze – uwielbiam Twojego bloga i Ciebie. Jesteś bardzo pozytywnie nastawioną do świata osobą i jesteś autentyczna. Twój wpis to niesamowita „esencja” całej prawdy o dzisiejszym życiu, blogowaniu oraz próbach odnalezienia się w tym „wyścigu” do „niewiadomo czego”. Też się zgadzam,że prawie wszyscy oszaleli tylko na punkcie zarzynania się w imię „pięknych kaloryferów”. Uprawianie sportu powinno być przede wszystkim związane z korzyściami zdrowotnymi, a dopiero w drugiej kolejności z chęcią zmieniania sylwetki. Poza tym musimy dostosować każdy trening do naszych możliwości. Myślę, że joga otwiera przed nami pewną świadomość ucząc dojrzałość w traktowaniu treningu, innego podejścia do ruchu. Sama od roku praktykuję jogę i wybieram się na kurs dla nauczycieli. Joga zmieniła moje życie. Przestałam się spieszyć i przestawiłam się na prowadzenie zdecydowanie zajęć pro-zdrowotnych w większej ilości ( w przyszłości planuje prowadzić tylko pro-zdrowotne zajęcia a całkowicie zrezygnować z bardziej agresywnych form ruchu). Dzięki temu „spowolnieniu”, pozytywnemu, i uspokojeniu myśli na co dzień, dostrzegłam swoje mocne strony i skupiłam się na tym, czego naprawdę pragnę w życiu.

    Po drugie, diety to pewien „przeżytek komercyjny”, większość dla zbijania kasy na ludziach. Tak jak napisałaś jednym z nas służy wegetarianizm innym mięsożerność, ale przesadą jest to , że wszędzie poleca się każdemu dietę bezglutenową, weganizm lub koncentrację, tylko i wyłącznie, na liczeniu kalorii przez cały rok. Można praktykować jogę i jeść czerwone mięso i nabiał. Tak samo jak można biegać i ćwiczyć siłowo będąc wegetarianinem z doskonale dobranym odżywianiem.
    A propos spłycania idei jogi do kolorowych zdjęć, mam nadzieję że wkrótce czytelnicy będą bardziej zwracali uwagę na takie wpisy jak Twój , a nie na kolorowe, cukierkowe zdjęcia. Liczy się TREŚĆ, liczy się ta głębsza IDEA, a nie tony pudru, markowe ciuchy i wyścig po numer 1 na instagramie.
    Być może mój wpis trochę Cię zanudził, ale pisze prosto z serca o tej porze, i tak właśnie ostatnio myślę coraz częściej, wertując wirtualne stronice i kontemplując nad tym jak zainteresować ludzi czymś fajnym i wartościowym. Buziaki!
    P.S 2 – ćwiczę z Tobą na Youtube!!!!!

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Ajjj dzięki za super komentarz, z przyjemnością przeczytałam. Czekam na wpis u Ciebie!

      Reply
  21. Anja

    I.. dzięki Twojemu wpisowi mam wreszcie odwagę napisać na blogu prawdziwą herezję kontra popularnych „fitnessiakowo-cukierkym” tekstom. Spodziewaj się je popełnienia już wkrótce!

    Reply
  22. Sanutka

    Jaki madry i fajny tekst! Az sie milo czyta. Dziekuje i pozdrawiam! :) Dobrego roku 2016!

    Reply
  23. Patryk

    Witam
    Problemy z tarczyca mozna miec poprzez nadmierna koncentracje fluorku w organizmie, ponizej to material ze strony Fluoride Action Network, na ktorej specjalisci z calego swiata zajmuja sie problemami zwiazanymi z fluorem u ludzi i u zwierzat.
    „Fluor używany był w przeszłości do tłumienia nadczynności tarczycy, zwłaszcza w Europie w latach 40-tych i 50-tych.Dawki, które były wtedy stosowane do obniżania nadczynności tarczycy są porównywalne z dzisiejszą rozległą i nadmierną ekspozycją na fluor w Stanach Zjednoczonych.
    Istnieje spójna literatura, która wykazuje, że ekspozycja na fluor obniża funkcjonowanie tarczycy u ludzi jak i zwierząt laboratoryjnych. Ekspozycja ludzi na fluor i powiązane z nią efekty są tymi jakie można oczekiwać u ludzi pijących fluoryzowaną wodę. Duża część populacji Stanów Zjednoczonych cierpi na problemy związane z tarczycą.
    Powodem tego, że znaczna część ludzi cierpi na niedoczynność tarczycy może być związany z faktem, że występuje nadmiar fluorku w otoczeniu.
    Wchłanianie fluoru wpływa na problemy związane z tarczycą.”
    Fluorek z perspektywy profesjonalistów
    Pozdrawiam

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.