Ja i mój dziennik

Miałam dziś pisać o czymś zupełnie innym. O tym, jak mi się żyje bez glutenu i o przepisie na placki bananowe. Jednak w międzyczasie, kiedy szykowałam prezent dla mojej Mamy i przekopywałam się przez stare zdjęcia i zeszyty, przepadłam. Utonęłam  we własnych zapiskach z ostatnich pięciu lat. Przeczytałam część z nich na głos mojemu mężowi. To była mocne doświadczenie.

Tak zwany pamiętnik prowadziłam chyba od kiedy nauczyłam się pisać. W pewnym momencie pisanie stało się moją obsesją. W notatnikach zapisywałam emocje, wspomnienia, wiersze i krótkie fabuły. Zawsze miałam przy sobie jakiś zeszyt i pisałam na lekcjach, na przerwach, w poczekalni u lekarza, przed zaśnięciem i po obudzeniu. Gdy byłam nastolatką, robiłam to samo. Wiele notatek z tego okresu powywalałam w przekonaniu, że będę się ich wstydzić do końca życia. Teraz oczywiście  tego żałuję. Nadal mam nawyk utrwalania codzienności. Nieregularnie zapisuję co tam u mnie słychać. Zdarza mi się, co wiedzą moi znajomi, pisać coś w telefonie w środku imprezy. Nie przeglądam tych notatek na bieżąco. Często zastanawiam się czy to w ogóle ma sens. Próbom literackim jestem wierna, blog ok, ale dziennik? Pamiętnik? Po co mi to? Czy to nie dziecinne? Co jeżeli ktoś to przeczyta? No na przykład… moje dziecko, o ile takowe kiedykolwiek przyjdzie na świat. Co pomyśli o zwariowanej matce?

IMGP2067 - Kopia

Dziś za sprawą lektury tajemniczych zeszytów cofnęłam się do 2009 roku.  Uśmiałam się i wzruszyłam. Czasem nie mogłam się nadziwić, że to spod mojego pióra wyszły takie ładne zdania i zabawne anegdotki. Czasem nie mogłam się nadziwić, że bywało tak źle, że zdania ledwo się kleiły. Co najważniejsze, z całej pisaniny wyłoniła się całkiem spójna historia. Mogłam przyjrzeć się swoim marzeniom, lękom, błędom i radościom. Wiele rzeczy, które kiedyś oceniałam jako porażkę, koniec świata, cios nie do wybaczenia – dziś odbieram zupełnie inaczej. Z dystansu mogłam zobaczyć jak się przeobrażałam i to było najciekawsze. Mój sposób pisania zmieniał się w zależności od tego, co działo się  w moim życiu. W trakcie lektury spotkałam szaloną studentkę zafascynowaną teatrem i tańcem. Dziewczynę, która się zakochała i postanowiła wyprowadzić z domu. Panią pedagog, którą rozpoczęła poważną pracę i bardzo się nią stresowała. Agatę w depresji, która nie chciała żyć i za szczyt życiowego ogarnięcia, uważała to, że ktoś umie rano wstać z łóżka i ma pomalowane paznokcie. Spotkałam osobę, która nie potrafiła napisać na czas pracy licencjackiej, bo bała się, że nie zrobi tego doskonale, aż w końcu obroniła się na piątki.  Agatę imprezowiczkę. Agatę przyjaciółkę. Agatę córkę. Narzeczoną, żonę w euforii, żonę w kryzysie, żonę, która wyszła z kryzysu. Marzycielkę, która w kółko stwierdzała, że jej sposobem na życie musi być joga, taniec i pisanie, choć wtedy wydawało jej się to nierealne. Silną kobietę, która poradziła sobie z mnóstwem  problemów. Prawdziwą fighterkę, która potrafiła przeć do przodu mimo bólu.

Są takie dni, kiedy mam wątpliwości. Kiedy zastanawiam się, czy jednak nie upadłam na głowę. Czasem myślę, że za wolno robię postępy w sporcie, a moja dieta jest daleka od ideału. Że w tym tempie moja powieść nigdy nie powstanie. Że znów czegoś nie zrobiłam, chociaż planowałam. Że znów się przestraszyłam, popłakałam, że jestem do niczego, że umrę w biedzie i samotności. To są jednak tylko chwile, małe momenty. Dziś zobaczyłam jaką drogę przebyłam. Pięć lat temu, mili państwo, byłam w przysłowiowej dupie. A jednak małymi krokami, czasem tanecznymi od alkoholu, czasem ciężkimi od depresji, a czasem zdecydowanymi od rozsądku, doszłam tu gdzie jestem teraz. Wiem, że idę w dobrym kierunku, a po drodze może mi się przydarzyć jeszcze mnóstwo fajnych rzeczy. Nie, nie zawsze byłam taka spokojna i ogarnięta. Musiałam się tego nauczyć.

Myślę sobie zatem: warto, warto zapisywać! Dla siebie, dla potomnych. Opisywać zabawne i straszne zdarzenia, wzruszenia, ludzi. Sytuacje, które wypadną z głowy za chwilę, a na papierze przetrwają lata. Wklejać zdjęcia, zapisywać obawy, przyznawać do błędów, dzielić marzeniami. Nie przez głupie sentymenty, nie w ramach jakiejś autoterapii. Po prostu można się po latach zdziwić. Uśmiechnąć. Ocknąć, gdy dostrzeżemy, że ciągle narzekamy na to samo.  Można dostrzec pokrętną logikę, docenić osoby i wydarzenia. Wzruszyć wspomnieniem, gdy pamięć zawiedzie. Wiecie, ludzie których stracimy – nawet ukochani – zacierają się, mózg każe ich zapomnieć. A na kartkach żywi, nagle zupełnie bliscy. Piękna sprawa.

Wyszło osobiście jak cholera, a miało być o plackach bananowych.

Jutro będzie chyba jeszcze gorzej, bo chciałabym napisać coś z okazji urodzin mojej Mamy. Obiecuję, że od poniedziałku wracam do notek o jodze i owocach!

IMGP3292

Zdjęcia: Maciej Komorowski

10 Comments Ja i mój dziennik

  1. kikimora

    Też kiedyś prowadziłam dziennik, z czasem straciłam poczucie sensu robienia takich zapisków. Może warto byłoby do tego wrócić.

    Reply
  2. AGA

    Mam tak samo…zapisuje swoje mysli,wspomnienia,ciekawe dla mnie cytaty.
    Pisz dla nas duzo i o wszystkim!Ja lubie Ciebie czytac.Pozdrawiam.

    Reply
  3. Rossie

    Też pisałam pamiętniki, od około 10 roku życia i wszystkie wciąż mam – co jakiś czas przeglądam, czytam, przypominam sobie. Niestety miałam zawsze tendencję do pisanie tylko wtedy, kiedy było źle ;) A teraz od jakiegoś roku – dwóch nie pisze prawie wcale. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jakiś niepokojący objaw… ;)

    Reply
  4. Katinka

    „Że znów się przestraszyłam, popłakałam, że jestem do niczego, że umrę w biedzie i samotności. ” I przez to zdanie- podjęłam decyzję: BĘDĘ PISAĆ! (PS. Zawsze marzyłam, żeby pisać i notować jak będę w ciąży- ot, takie zapiski, które otrzyma dziecko na 18 urodziny) ;-)

    Reply
  5. monika

    a ja tu trafilam nieprzypadkiem przez przypadek ;) po wklepaniu w googlach frazy: czy pisanie ma sens? zostaje na dluzej! namaste!

    Reply
  6. Eliza

    Amelia from BC got … Amelia from BC got some really great news because of Cambridge Life Solutions this month. We settled her $14,850.24 debt she owed to her creditor down to $4,500 as payment in full! Yep – we saved her $10,350.24 in Principal – we saved her over 69.6% – that means she had to pay back less than 31 cents on every dollar she owed! HUGE SAVINGS! If you need help with debt call for a free coastluntion at 877 473 8008 – our program isn’t right for everyone – but for those it is they have saved big! Was this answer helpful?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.