Oh cross – joginka na morderczym treningu

Musicie wiedzieć, że gdy pierwszy raz wybrałam się na zajęcia pole dance moje ramiona przypominały patyki. Nie umiałam zrobić pompki. Każde uniesienie nóg i utrzymanie się wyłącznie na rękach na rurce stanowiło nie lada przeżycie.  Jednak ćwiczyłam i powoli stawałam się coraz silniejsza. Rurka wymaga jednak dużo siły.

Pewnego dnia w moim życiu pojawiła się Kasia Bigos. Zaczęłam chodzić do niej na zajęcia pole dance. Kasia jest pasjonatką i niesamowitą trenerką.  Ciągle poszukuje nowych metod treningowych dla swoich podopiecznych. Specjalnie dla nich stworzyła zajęcia Oh cross –  trening na bazie CrossFitu wyrabiający siłę i wytrzymałość. Stwierdziłam ok, czas iść do przodu, zapisuję się.

IMG_2689I tu, drogi czytelniku, rozpoczyna się autorki droga przez mękę. Wydawało mi się, że jestem osobą wysportowaną. Na tle, powiedzmy, znajomych. Pierwsze zajęcia. Rozgrzewka, burpees, przysiady, pompki, brzuchy, kettle, wykroki z obciążeniem, skakanka, drążek. Tempo. Po 5 minutach żałuję, że wf w mojej szkole był fikcją. Po 7 minutach tracę oddech. Po 9 zastanawiam się czy się rozpłakać czy wyjść. 12 minut, pot zalewa mi oko. Myślę sobie, nie dam rady. Kaśka krzyczy, że dam. Dobra, jedziemy. Nogi mi się uginają, wszystko boli. Patrzę w lustro, moja twarz postanowiła upodobnić się do buraczków. Zerkam na koleżanki, które chodzą dłużej na zajęcia, a te zasuwają jak maszyny. Jak one to robią?! Koniec, leżę na podłodze i zastanawiam się co właściwie przed chwilą miało miejsce. Przetrwałam. I’m a survivor!

IMG_2693

Minęły 3 miesiące. Niedawno zaczęłam robić męskie pompki ( nie macie pojęcia, jakie to fajne uczucie). Poprawiła się wytrzymałość, z którą mam zdecydowanie największy problem.  Umiejętności z crossa bardzo ładnie przenoszą się na rurkę, a na tym najbardziej mi zależało.  Takie trening daje ogromną satysfakcję, bo w pewnym momencie kończy się walka z ciałem,  a zaczyna najważniejsze starcie – z umysłem. Trzeba czasem odwiedzić bardzo dziwne miejsca we własnym mózgu.

Przyznam szczerze, że sama nie zmotywowałabym się do takiego hardkoru.  Warto zapisać się na zajęcia, instruktor i grupa dają niesamowitego kopa. Poza tym mamy gwarancję, że ktoś czuwa nad naszą techniką, co w przypadku takich ćwiczeń jest bardzo, bardzo ważne.  Da się zrobić poprawnie 30 przysiadów, ale gdy jest ich 100, a przy okazji inne ćwiczenia, łatwo się zapomnieć. Wtedy wkracza czujna trenerka. Jeśli jednak nie macie możliwości chodzić na zajęcia, zawsze zostają video z tego typu treningami. Wtedy warto ćwiczyć przed lustrem i kontrolować swoje poczynania.

Zajęcia Oh cross odbywają się w szkole OH LALA.

Na koniec sweet focia z Karoliną Zakrzewską, która obecnie prowadzi moją grupę. Kasia wychowała szatana. Karola daje czadu! Niech SIŁA będzie z wami:)

IMG_2720

10 Comments Oh cross – joginka na morderczym treningu

  1. lifemanagerka

    Oglądałam niedawno jakiś filmik z tej szkoły, nie pamiętam niestety jak się nazywała instruktorka, ale to co prezentowała było niesamowite :).
    Aż gdzieś tam w moim mózgu przez chwilę przewinęła się myśl, żeby spróbować pole dance, ale szybko ją przegoniłam ;).

    Taki hardkor jak opisujesz przeraża mnie do tego stopnia, że brakuje mi odwagi aby iść na takie zajęcia. Ja jestem tak pozbawioną mięśni istotą, że wymiękłabym po minucie…

    Reply
    1. Agata Ucińska

      Na początku nikt nie ma mięśni, na zajęcia przychodzą zwykłe kobietki i to jest cała magia, że dość szybko się wyrabiają:) Na serio warto spróbować, to daje niesamowite poczucie mocy też w głowie! I z rurki człowiek nie wychodzi, aż tak zmordowany, bo tam głównie ćwiczy się siłę, a nie wytrzymałość.

      Reply
  2. Dobry Ruch

    Nieeenawidzę…i równocześnie pragnę z całych sił podjąć takie wyzwanie. Boją się tylko, że bym tego nie przetrwała ;)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.