FireWorkout – trening, którego potrzebujesz

Joginowi podobno wystarczy do szczęścia mata. Ja bardzo lubię swoją matę. Lubię rurkę. Jednak uwielbiam je raz na jakiś czas opuścić, żeby spróbować nowych form ruchu. Czasem los rzuca mnie do osiedlowej siłowni. Innym razem wewnętrzny głos każe jechać na  akrobatykę. W ten weekend padło na FireWorkout – nowe zajęcia Karoliny Zakrzewskiej, prowadzone w crossfitowym boxie No Limit Ursus. Trening dla wszystkich, którzy potrzebują czegoś intensywnego i skutecznego. Także dla tych, których onieśmiela klasyczny CrossFit.

Muszę przyznać, że sam klimat crossfitowego boxu robi swoje. Wnętrze jest przestronne i surowe. Jednocześnie widać, że przychodzą tu pasjonaci. ( Jest nawet kącik dla dzieci, rodzice mile widziani!)

IMG_2990Mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać, bo chodziłam wcześniej na inne zajęcia do Karoliny, ale jednak ta dawka wycisku zawsze robi na mnie wrażenie. Rozgrzewka. Karola tłumaczy ćwiczenia. Będą pompki, skoki, przysiady, brzuchy i inne. W międzyczasie burpeesy i deski. OK, jakoś damy radę! Trening powoooooli mija. Nie poddaję się. Piąta deska dłuży się w nieskończoność. Myślę jednak, dobrze, dobrze, przyda się na rurce. Uff, koniec, łyk wody. Drugi raz to samo! No w sumie, czego się spodziewałam? Muzyka pulsuje w żyłach, robię kolejne burpeesy i z pewną satysfakcją przypominam sobie, że pół roku temu w tym momencie już bym się czołgała (dosłownie).  Jednak wcale nie jest lekko! Nadal trzeba zaciskać zęby i przekraczać kolejne granice. Znowu deska. Ból nie do wytrzymania, kładę się na brzuchu, Karolina drze się, że jeszcze 10 sekund. Podnoszę tyłek, trzeba!

IMG_3021Koniec, umieram. Pot się leje strumieniami. No to trzecia seria! Każde ćwiczenie krócej, tylko 40 sekund!  Przyznam szczerze, że pomyślałam, że to żart.  Że absolutnie nie dam rady.  Że chrzanię  i nie robię.  I tu nastaje magiczny moment, kiedy człowiek z niezrozumiałych powodów kieruje swoje kroki z powrotem na matę i po prostu robi. Co się działo w mojej głowie podczas ostatnich burpeesów, wiem tylko ja. (Polecam na przykład wyobrazić sobie, że ktoś na kogo jesteśmy niewyobrażalnie wkurzeni obserwuje nasz trening. Nie poddamy się na jego oczach, co? )

Ostatnie ćwiczenie. Koniec. Najlepsze uczucie na świecie. Masz ochotę rozpłakać się ze zmęczenia i  z radości. Bo pokonałeś samego siebie i udowodniłeś, że nie jesteś miękką frytką. KOCHAM TO!  Teraz już tylko rozciąganie i wspólne żarciki. Piąteczka ludzie!

IMG_1934

Być może opis tych zajęć brzmi hardkorowo, ale naprawdę każdy może spróbować. Sztuczka polega na tym, że może ćwiczyć i początkujący i doświadczony sportowiec. Ćwiczenia zawsze możecie dostosować do swoich możliwości. Instruktor pokazuje różne wersje. Jeżeli w ciągu minuty trzeba robić pompki, jedna osoba zrobi 10 damskich, druga 30 męskich. Albo skoki na boxy. Myślicie, że się odważyłam? Oczywiście, że nie ;) Zamiast tego robiłam co innego. Kompletnie nie ufam swojej ocenie odległości. Ale na pewno kiedyś spróbuję.

Jeżeli chcecie mieć ładniejszą sylwetkę, poprawić wytrzymałość i siłę – FireWorkout jest idealny. Łączy elementy CrossFitu i autorskiego programu  trenerki Kasi Bigos. Trening jest różnorodny, intensywny, a przez to skuteczny. Serio, komu pasuje Ursus niech szybko się zapisuje. Regularne zajęcia będą w poniedziałki o 21:00, środy o 19:30 i soboty o 12:00. Karolina zajmie się waszą techniką  i zmotywuje kiedy trzeba. Choć to dla mnie trochę koniec świata, na pewno kiedyś jeszcze tam się zjawię.

IMG_3078

1798711_10201159755267446_86421321_n

4 thoughts on “FireWorkout – trening, którego potrzebujesz”

    1. Dziewczyny nie pudła są straszne lecz wykręcanie się strachem. Jeszcze 5 tygodni temu ważyłem 109 kilogramów, dziś jestem szczęśliwym posiadaczem 104 iii 6 :) Pierwsze dwa tygodnie czyli 10 treningów na przemian crossfit/interwał kończyło się w toalecie z głową w muszli. To właśnie rozstanie z muszlą dało mi motywacje. Dziś pomimo nadal „pokaźnej” wagi pudła są dla mnie wyzwaniem. Raz na nie wskoczę, innym razem wlazę na czworaka… nie ważnie – liczy się, że częściej jestem na nich nie pod nimi. …..

      Odwagi, reszta przyjdzie z czasem… mam nadzieję:D

      1. Agata Ucińska

        Dzięki za motywujący komentarz! Pamiętam jak zaczynałam przygodę z burpeesami, też zdarzało mi sie czołgać :) I na pudła przyjdzie pora.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.