Joginka na pakerni

Razem ze znajomymi i znajomymi znajomych mamy na fejsiku sportową grupę wsparcia. Zazwyczaj pojawiają się na niej posty niezwiązane z rozwojem fizycznej krzepy. Czasem jednak zdarza się, że ktoś pochwali się wykonanym treningiem, wpisem na bloga lub jakimś zdjęciem. Ostatnio powstał nawet plan udania się razem na wspólną gimnastykę. Nie wiedzieć czemu (no dobra, wiedzieć – jeden z członków grupy regularnie tam trenuje)  na miejsce wyczynu została wybrana mała, oldschoolowa siłownia na drugim końcu miasta w stosunku do mojej dzielnicy. Moja przyjaciółka, bardzo wysportowana osoba, zareagowała na pomysł nadzwyczaj entuzjastycznie i od wczoraj mówiła tak: No chooodź, no choodź, będzie fajnie, zobaczysz!
Choć nie mam zbyt wiele wspólnego z siłownią, pomyślałam dziś rano: ok, biorę matę i idę!
Jak rzekłam, tak zrobiłam.
Wchodzimy, w środku zapach potu, mężczyźni sporych rozmiarów, jedna dziewczyna i dużo sprzętu. Wyzwanie pierwsze: znaleźć miejsce na matę.
Udało się! Ulokowałyśmy się w mniej uczęszczanej części sali. W ramach rozgrzewki wykonałyśmy powitania słońca i kilka kolejnych asan. Nie ukrywam, że niełatwo  skupić się na oddechu, gdy wokół głośna muzyka i dźwięki podnoszonych sztang.
Po jodze, nasz treningowy guru dał mi jeszcze kilka siłownianych zadań. Podnosiłam więc nogi, gibałam się z ciężarkami i robiłam brzuszki. Ufff.
A na koniec chwila rozciągania.
 20130413_144251
I powiem Wam : ale fajny klimat!  Myślę, że jeszcze odwiedzę tę siłownię. Jak się okazuje, jest tam też miejsce dla drobnych niewiast, które chcą trochę pojogować, a trochę się powzmacniać. A jak wiecie, siły mi trza!

2 thoughts on “Joginka na pakerni”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.