Przygody na rurze

Pamiętacie? Jakieś 3 miesiące temu pierwszy raz stanęłam obok rurki (KLIK). Na pierwszych zajęciach każde oderwanie obydwu nóg od ziemi wydawało mi się wielkim wyczynem. Nie ufałam specjalnie swoim ramionom i ich zdolności utrzymania mnie w powietrzu. Jednak tygodnie mijały, dzielnie robiłam brzuszki, deski, pompki i wszelkie skłony. Walczyłam z grawitacją próbując podciągać ciało do góry już na rurce. Było o co walczyć!
Niektórzy cały czas z niesmakiem albo podnieceniem mówią o pole dance. Inni dziwią się, gdy używam słowa trenuję taniec na rurze. Ludzie, to po prostu sport! Łyżwiarkom i akrobatkom też widać majtki. Dużo odsłoniętego ciała na rurce bierze się z konieczności utrzymania na tym pionowym przyrządzie. W koszulce, długich spodniach większość tricków jest nie do zrobienia.
SAMSUNG
Zakochałam się w rurce! Uwielbiam to, że na każdych zajęciach czeka mnie wyzwanie i adrenalina. Uwielbiam to, że mogę się uczyć trudnych rzeczy.  Przy tym to świetna zabawa. Rurkowe akrobacje bardzo szybko wzmacniają – nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak prędko zyskała siłę. A to bardzo ważne w tej dziedzinie. Nie obędzie się też bez porządnego rozciągnięcia. Dlatego ćwiczę, ćwiczę, ćwiczę.
Wiem, że od zrobienia kilku figur do zatańczenia całego układu na rurze są lata świetlne. Jednak kiedy pomyślę, że 3 lata temu miałam operację kostki, 2 miesiące spędziłam w gipsie, kolejne 2 od nowa uczyłam się chodzić, a powrót do pełnej sprawności trwał i trwał, to naprawdę mam się z czego cieszyć. Musiałam uważać, wszystkie sporty traktowałam podejrzliwie. Najpierw joga – strzał w dziesiątkę. Potem pole dance – póki co żadnych problemów ze stawem skokowym. I cudownie, bo sport to mój żywioł i nie chciałabym się z nim nigdy rozstawać.
Przesłanie jest banalne. Róbcie swoje i nie poddawajcie się. A poza tym: trening, trening i jeszcze raz trening :)
Zdjęcia w Hook Pole Dance Studio.
Na zajęcia chodzę do Kasi Bigos w Oh Lala.

10 thoughts on “Przygody na rurze”

  1. Najbardziej trafia do mnie zdanie „Najpierw joga – strzał w dziesiątkę”. ;) Podoba mi się Twoja determinacji i jej efekt. ;)

  2. Nie podpisałam się. Marta, wtrącająca swoje trzy grosze dietetyczka i koleżanka z maty ;)

    1. Dziękuję, bardzo lubię jak ktoś wtrąca swoje trzy grosze.Koleżanka z maty to trochę skromnie powiedziane! A joga na serio jest strzałem w dziesiątkę, to zupełnie inna bajka:)

      1. Gracias, Marc! Estas entradas siempre dan moral a la tropa! Hay que dejarse de seguir a pociuictlhos, y seguir trabajando cada día más y mejor. Un abrazo!Vota el comentario: 0  2

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.